Recent posts

Like us

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Subscribe

Download templates

wtorek, 31 lipca 2012

Zanim jednak dotarliśmy do Rumunii, zostało nam parę godzin jazdy przez Węgry. I węgierskie miasta, i wioski mają swój urok. Dochodzę do wniosku, że tutaj mogłabym ewentualnie mieszkać. Szkoda, że nie zatrzymaliśmy się tam na dłużej!







Granica Węgier z Rumunią wyglądała trochę jak mniejsza stacja benzynowa. Jako że Rumunia jeszcze nie jest w strefie Shengen, musieliśmy się zatrzymać na okazanie paszportów. Zaraz jednak spokojnie mogliśmy ruszać dalej. Lecz mimo że dalej byliśmy otoczeni przez pola słoneczników i kukurydzy, poprzechylane miejscami pod dość sporym kątem zasygnalizowały ostateczne rozstanie z Węgrami. Widoki też już bardziej cygańskie, w oddali widać było pasące się bydło i "rancza", a na poboczach od czasu do czasu pojawiały się stragany z miejscowymi(?) owocami.
Także teren stał się bardziej górzysty, i im dalej jechaliśmy na tym większe pagórki się napotykaliśmy.






i wybaczcie poodbijane w szybie elementy wystroju samochodu + czasem mnie, światło nie zawsze sprzyjało.






Tereny zabudowane wyglądają już trochę gorzej, łatwo zauważyć komu się wiedzie lepiej, a komu gorzej (głównie się wiedzie gorzej). No i więcej cygańskich klimatów.















































Opisów w tym poście znacznie mniej, bo jak się nie pisze na bieżąco, to już potem coraz mniej ochoty jest na to. Może jeszcze uzupełnię to, ale mam wrażenie że jak tylko wcisnę klawisz "opublikuj" to rzucę to w cholerę. Na ostatek widoki na Kiszyniów z naszego mieszkania.






 
Twitter Facebook Dribbble Tumblr Last FM Flickr Behance